No to sruuu | W drodze do Śmierci… Doliny Śmierci
15857
single,single-post,postid-15857,single-format-gallery,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,show_loading_animation,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive
  • Zarys Kowboja
  • Witamy W Las Vegas
  • Na Dzikim Zachodzie (od wschodniej strony)
  • W Westrnie

W drodze do Śmierci… Doliny Śmierci

Po odwiedzeniu kanionu Antylopy, niedaleko miejscowości Page (Strona) i Guy (Koleś)… Ruszamy oczywiście trochę za późno w stronę parku Death Valley (Doliny Śmierci). Nie wjechalismy nawet z miasta, a mignęła nam polska flaga przyczepiona do roweru. Zawróciliśmy, aby się przywitać z wyczynowcem i zapytać czy nie potrzebuje podwózki.

Kuba jedzie już 5 miesięcy na rowerze.Zaczął w Halifax, na granicy z Kanadą, po wschodniej części USA i jedzie aż do Panamy! Nie wydał do tej pory ani grosza na noclegi ani transport! Da się? Da się!
Trochę się zagadaliśmy i było już po 15! A przed nami około 2 godzin drogi na motorze…

Widoki, które mijaliśmy były bajecznie, dopóki nie zapadł zmrok a słoneczko przestało ogrzewać, wtedy z wciśniętymi szyjami w barki, liczyliśmy mijane kilometry.

Pięć miesięcy w podróży

Faceta, który nas do siebie zaprosił nie było w domu, więc powiedział, że drzwi są otwarte i mamy się rozgościć w jednej z wolnych sypialni na dole…

I tu zaczyna się akcja…
Szukamy tej sypialni, wszystkie zajęte. Dom jest ogromny, bardzo ładny, kominek płonie ale coś tu nie pasuje… Nie ma zbytnio mebli, pełno kartonów, sprzęt kuchenny brudny i zakurzony, kuchnia wysunięta na pół pomieszczenia… Co to za miejsce, dopiero się wprowadził tu czy jak?
Szukamy dalej, wszystkie pokoje pozajmowane a w głównym pokoju na dole stoją dwa piętrowe łóżka na środku, tak ni w pięć ni w dziesięć.
Wszystko to jakieś dziwne, słyszymy, że ktoś przyszedł.
Do domu weszło dwóch facetów, choćby rugbistow, wysocy i zbudowani, wiec się przedstawiamy i pytamy czy któryś z nich to James, który nas zaprosił. Brian i Tom, mówią, że to nie ich dom.
Okej…. Czyli kim oni są?
Siedzimy na kanapie, nikt z nich nie chce za bardzo z nami rozmawiać ale czekamy na James’a. Po pół godziny wchodzi James i na wejście mówi:
– Czy ktoś mi pomoże z tym gównem?!
Wniósł wielki telewizor, my staramy się przywitać ale nawet na nas nie spojrzał i kontynuuje rozmowę z kumplami.
Okej… Idziemy się przejść po okolicy, może jak wrócimy ktoś nas zauważy jak wejdziemy!?

Couchserfingowy burdel

Jak się okazuje, Hurricane i cały stan Utah jest wyznania Mormonów, co za tym idzie, najmocniejszy alkohol w całym stanie ma 3.2%, nawet znane matki typu Budweiser maja zmniejszoną ilość %.

Po powrocie do domu, nic się nie zmieniło poza dodatkowymi 3 ludźmi w domu, także dalej nikt do nas nie zagaduje, jesteśmy mile widzianymi niewidzialnymi gośćmi. No nic, powoli szykujemy się do spania na środku pokoju o 20.
Do domu wszedł jeszcze jeden koleś, Matt, jedyny co nie uważa nas za trędowatych!! Hurra! Patrzy, rozmawia, pije piwo – normalny człek. Mówi, żeby się nie przyjmować Jamesem, bo jest dziwny a oni wszyscy pracują dla niego przy remoncie i mieszkają tutaj, a i chyba jeszcze dwóch gości nocuje w domu.
Tak też bywa, choć nasze scenariusze były tyćkę inne, ale przynajmniej mogliśmy spokojnie spać.

Tags:

1

Comment

Leave a Comment