No to sruuu | Motór, Święto Dziękczynienia i Arizona!
15797
single,single-post,postid-15797,single-format-gallery,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,show_loading_animation,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive
  • Gang couchsurfer'ów w Joshua Tree National Park
  • Krojony indor
  • Plaża Venice, LA
  • Komu w drogę, temu trampki

Motór, Święto Dziękczynienia i Arizona!

Najniebezpieczniejsze drogi naszych podróży? Ulice Hanoi w Wietnamie hmmm, ruch w stolicy Bangladeszu hmmmm bezdroża Himalajów hmmmm…autostrada 405 w Los Angeles. Myślicie, że autostrada M25 wokół Londynu jest zakorkowaną? 405 w LA ma momentami 8 pasów w jedna stronę i wszyscy jeżdżą tymi swoimi truckami jak poje……. Nic, że motor zgasł na 4 pasie, nic że pilotka Ida zaginęła gdzieś na drodze z GPSem. Jeszcze tylko bezdomny żądający dolara popchał motór i dalej byłem w drodze.

No i tak kupliśmy używaną Kawasaki KLR 650… dosyć mocno używaną, ale o tym w osobnym wpisie. Podróż z perspektywy własnego transportu to jak przygoda do kwadratu, czasem w negatywnym tego słowa znaczeniu, no ale nie przyjechaliśmy tutaj na urlop, tylko przeżyć przygodę. Będziemy wjeżdżać ludziom na podwórko, jeździć po bezdrożach, moknąć w deszczu, ale przede wszystkim omijać amerykańskie autostrady!!! Motor, kupiony, pierwsze  naprawy za nami, jeszcze jedna noc na couchsurfing u Daniela i ruszamy w trasę.

Jedna noc u Daniela? U Daniela nie zostaje się na jedną noc! Cóż za towarzystwo, atmosfera…przedłużyło się nam o kilka nocy, ale zaliczyliśmy Święto Dziękczynienia.

Swoją drogą najważniejsze święto rodzinne Amerykanów, jedni mówią, że to świętowanie ocalenia pierwszych Amerykanów przez rdzennych Indian podczas srogiej zimy. Inni zaś mówią, że to święto na  cześć wymordowania przez Amerykanów, tychże rdzennych Indian.

My tam w politykę się nie mieszamy, indyk był przepyszny, towarzystwo doborowe.

Surferzy

Wszystko jest świetnie, jesteśmy w trasie, jedziemy na Camping do parku narodowego Joshua Tree, widoki fantastyczne, tylko brakuje kowbojów napadających na dyliżanse. Temperatura zmarzniętej dupy w nocy jest odwrotnie proporcjonalna do nocnej zabawy, 300 km od LA w tym samym towarzystwie jak przy stole Święta Dziękczynienia.
No nic, w dalszą drogę, że zdziwieniem  robimy ok 300 km dziennie. Zimno jak psią mac, ale widoki rekompensują wszystko. Ba, nawet nam z własnej głupoty zabrakło paliwa! Ale czego się nie robi dla przygody…

Tags:

2

Comments

Leave a Comment