No to sruuu | Meksyk nie taki straszny jak go malują
16292
single,single-post,postid-16292,single-format-gallery,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,show_loading_animation,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive
  • Miasto Majów
  • Mariachi band
  • Bujanie
  • Turysty w piramidach Azteków
  • Jezus, Maria i kościotrup
  • Koniec dnia targowego!

Meksyk nie taki straszny jak go malują

Jedziemy już prawie miesiąc przez Meksyk, 4000 tyś kilometrów. Nasze przygody trochę się uspokoiły w między czasie. Mamy czas obserwować jak ludzie mieszkają, czym jeżdżą, co robią na co dzień i jak się im żyje. I… kurcze, Meksyk to jednak Meksyk! Czysta samowolka, za bardzo nie można się doszukać logiki w wielu rozwiązaniach, prędzej doszukaliśmy się chęci zarobienia pieniędzy na każdym kroku!

Facebook łączy

 

W końcu Gringosi jadą to można ich orżnąć na podwójną cenę, co nie? Gringo dla Latynosów to ktoś z zewnątrz, ktoś nam wytłumaczył, że kiedyś to znaczyło Green (czyli zielony dolar) go (idź stąd). Ale teraz Gringosi są witani z otwartymi rękami, a im grubszy portfel z zielonym Waszyngtonem tym lepiej. Jednak wielu Latynosów nie zdaje sobie sprawy, że świat się zmienił i co raz więcej ludzi takich jak my, bez zielonych tylko z Mieszkiem I na papierku też podróżuje i nie da się naciągnąć na chore ceny. Można to wszystko zrozumieć, kraj się nadal rozwija i społeczeństwo jest pod dużym naciskiem USA. Jak to się stało, że w Meksyku są złoża ropy a kraj kupuje paliwo od USA?

Mimi tego, ludzie są bardzo pomocni, aby napędzić swoją gospodarkę, mają wiele ciekawych pomysłów. Na przykład, usługi mechaniczne w Meksyku to jeden z lepszych biznesów, a dlaczego? Na wszelakich drogach, włącznie z autostradami (!), lokalni ludzie usypują tzw. śpiących policjantów (progi zwalniające) wysokości 30 cm bądź większe, sukces biznesu jest względny wysokości takiego proga. Jadąc z komfortową prędkością na autobanie, jak rypnęliśmy to o mały włos a koło by odpadło, tyłki strzaskane, zęby wybite, a język odgryziony. Oczywiście spotkaliśmy nieoznakowanego, nie pomalowanego śpiącego policjanta!

 

Śpiący policjant w Meksyku

W ten sposób, za każdym progiem jest co? Wulkanizacja, mechanik i oczywiście sklepik z napojami i czipsami bo czekanie na naprawę potrwa wystarczająco długo aby skorzystać ze wszystkich dostępnych usług. Wiele jest takich niewinnych, małych pomysłów na polepszenie stanu materialnego wśród Meksykanów, od liczników na stacjach benzynowych, które już się włączają zanim zacznie lecieć paliwo do baku, przez śpiewaków ulicznych, którym tylko osoby niesłyszące nie muszą płacić, po sprzedawców rzeczy importowanych (czyli prawie wszystkiego oprócz produktów z kukurydzy), którzy z uśmiechem na twarzy proponują 3-krotną cenę za byle gówno. Ale podoba nam się ten kraj, jest wielobarwny i przez swój ogrom, regiony przez które przejechaliśmy były bardzo odrębne kulturalnie i jak się okazało dla nas było bezpiecznie.

Kolejna opona do wymiany

Po jakimś czasie znudziły nam się słynne miasta jak Guadalahara, Mexico City, jeżeli ktoś się tam wybiera to niech pamięta, że miasta się najszybciej rozwijają i wcale się nie różnią od tych dużych metropolii w Europie. Więc z leksza przyspieszając postanowiliśmy wziąć skrót przez góry, aby dojechać na półwysep Jukatan. I tam dopiero zobaczyliśmy rdzenny Meksyk zamieszkany przez Majów. Przywitała nas bujna dżungla, brak dziur w asfalcie (a to dlatego, że nie ma asfaltu) no i w końcu brak progów zwalniających;  ryki małp, skrzeczenie papug, uciekające jaszczury i ludzie z maczetami. Tak dotarliśmy na ranczo w środku tego wszystkiego, na którym rozbiliśmy namiot i zrobiliśmy ognisko. Nikogo z nami nie było oprócz jakiś potworów, że po gaciach sraliśmy a w nocy chcąc się przenieść w błogi sen obudziły nas przeraźliwe ryki dinozaurów!

Tak nam minęły ostanie dni, czas na Belize!

No Comments

Leave a Comment