No to sruuu | Północno-wsch. Indie, region Assam
14966
single,single-post,postid-14966,single-format-gallery,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,show_loading_animation,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive
  • Najbardziej deszczowe miejsce na Ziemii
  • Kobiety sprzedające lokalną używkę "Paan"
  • 1500 wystrzelonych strzał, trafionych 745. Kto wygrywa? Nie mamy pojęcia...
  • Słonik Trąbalski
  • Double decker
  • W Kazirandze

Północno-wsch. Indie, region Assam

Przechodzimy granicę w Tamabil-Dawki. Przechodzimy dosłownie, przejście jest dla wszystkich, ale miejsca tylko dla ciężarówek. Trochę umorusani pyłem docieramy do biura odprawy celnej, kilka zdjęć na prośbę celników, hurra jesteśmy w Indiach, świetnie! Hmmm ciężarówki jadą jak jechały, tak samo brakuję miejsca dla pieszych jak po stronie Bengalskiej – nie wspominając o transporcie publicznym. Ale co tam, mamy ambitny plan, do Shillong 3 godziny wspinaczki samochodem na 1500m n.p.m – pojedziemy stopem, indyjską ciężarówką. Korzystamy z rady podróżnika z Finladni – “Nie czekasz 5 minut i już Cię biorą”. Mija 45 minut i nic… dojechaliśmy w końcu dzięki uprzejmości lokalsów…i lżejsi o tysiąc Rupee. Aha, gdy łapiesz stopa w Indiach na kciuka dostaniesz potwierdzenie kciukiem z uśmiechem, że wszystko jest OK, zawsze lepiej machać “babcinym stylem” – większe branie!

Shillong jak i cały region Indii północno-wschodnich jest bardziej podobny do Nepalu czy Chin

Shillong, mieliśmy trochę inny obraz Indii. Z tego co się dowiadujemy później, Shillong jak i cały region Indii północno-wschodnich jest bardziej podobny do Nepalu czy Chin niż gorącej i kolorowej reszty kraju. Jest jeszcze jedna rzecz, która od razu nasuwa się na myśl, ciepłe ubrania które wyrzuciłem w Tajlandii są tutaj niezbędne – temperatura 15 stopni.

Jakie szczęście, trafiamy na swojego w hotelu, pierwszy nocleg przy lokalnej whisky ucząc Manoja co to Bruderszaft i jak smakuje kiełbasa…bez rekwizytu idzie ciężko. Szczęście o tyle większe, że Manoj okazuje się właścicielem hotelu , nie dość, że dostaliśmy zniżkę to razem w pakiecie również wiedzę na temat regionu i najlepszego żarcia w Shillong – kurczak zawijany w naleśniku z jajkiem. Po powrocie otwieramy budę z tym smakołykiem! Wieczorne Whisky przedłużyło się o kilka wieczorów, ale opłacało się, Manoj skontaktował nas z miejskim mechanikiem, który wynajął nam motor. Było to o tyle pomocne, że wynajmujący nie mówił ani słowa po angielsku czy polsku, nie wspominając o naszej znajomości hindu czy język assam.

No to sruu, siedzimy na Bulecie, co za maszyna, ikona motoryzacyjna Indii. Mkniemy siedząc na geniuszu brytyjsko- indyjskiej techniki i tylko jedynka nie zawsze wchodzi i sprzęgło jakieś niedociągnięte.

Pierwsze 60 km w trasie, a my przemoczeni do suchej nitki, nic dziwnego po kolejnych 5 km dojeżdżamy do znaku “Witamy w oficjalnie najbardziej deszczowym miejscu na planecie”…nie ominęła nas ta atrakcja. Pierwsze 300 km na Enfieldzie zmienia nasz podziw maszyny w bolącą d*pę…a i jeszcze było trzeba dokręcić tylne hamulce. Ale legenda to legenda, pozdrawiają nas okoliczni podziwiając Buleta.

W końcu jesteśmy, Park Narodowy Kaziranga, w którym mieszka dwie-trzecie populacji wszystkich nosorożców. Jakie szczęście (i nie chodzi mi o omijanie krów i kóz na drodze) przyjeżdżamy w dzień Nowego Roku Assamskiego, tańce, hulance, swawola i lokalne piwo ryżowe…fuj, zajeżdża smalcem i kiszonką.

Podróż warta wysiłku. Jeszcze tyle drogi w nieodkryte części Indii Północno-wshodnich, “Mały Tybet”, dzikie plemiona w Ziro i Nagalang. Niestety komfort i stan techniczny Buleta mówi nam: dbajcie o wasze tyłki i wracajcie do Shillong- tak też uczyniliśmy.

No nic, jeszcze 18 godzin w pociągu i jesteśmy w Kalkucie.

Tags:

No Comments

Leave a Comment