No to sruuu | Kalkuta
14970
single,single-post,postid-14970,single-format-gallery,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,show_loading_animation,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive
  • Poranek w Chennai
  • Kriszna
  • Cmentarz angielski Park Street
  • Nowe znajomości na obczyźnie
  • Pani i jej małpa
  • Pasterz kozielny
  • Ziomki z Kalkuty
  • Zakaz plucia w tym miejscu
  • Rzeka Hooghly, Kalkuta
  • Targowisko z kawiatami niedaleko mostu Howrah
  • Sok z papaji z ręcznego tłoczenia
  • Kupa grochu na wynos
  • Koktajl owocowy za 10 rupi

Kalkuta

Zmierzamy na Południe, kolejny przystanek, Kalkuta. Pociąg z Gwahati do Kalkuty, 18 godzin jazdy, 1000 km. Podróż pociągiem w Indiach sama w sobie jest przygodą i elementem życia dla wielu hindusów. Wleźliśmy do naszego przedziału, znaleźliśmy swoje prycze i w drogę! Przedziały w indyjskich pociągach są różne w zależności od klasy. Mieliśmy miejscówkę w klasie 3 klimatyzowanej (były jeszcze 2 o wyższym standardzie i 2 o niższym). Generalnie to wyglądało tak, ze jest sobie wagon w tym wagonie prycze tworzące przedziały, w takim jednym ‘przedziale’ spało 9 osób. Łóżka były wygodne lecz krótkie jak na gigantów z Europy, ale jak tu spać kiedy w koło tyle się dzieje. W pociągu można kupić wszystko: czaj, kanapki, curry, zabawki, orzeszki, grzebienie, maści na wszelakie bule, kleje, święte figurki wszystkich religii i tak zwanego no-men no-women oraz nawet swoja duszę, płacąc odpowiednio pałętającemu się znachorowi. Cuda na kiju można znaleźć w takich właśnie pociągach. Podróż przebiegła sprawnie i szybko, nawet się wyspaliśmy i obejrzeliśmy 5 odcinków serialu “Gra o Tron”, co jak co, ale ile razy można kupować herbatę i swoją duszę u hinduskiego kaznodziei?

Jesteśmy! Bierzemy taksę, nie byle-jaką, bo Ambasadora, czujemy się jak angielscy kolonialiści dopóki nie zajeżdżamy do ulicy gdzie znajduje się kilka hoteli, krótko mówiąc co jeden to lepszy... najlepszy chyba był ten z drzewem wyrastającym z toalety.

Kalkuta jest chyba najbardziej znana przez Matkę Teresę z Kalkuty, oczywiście. Odwiedziliśmy jej dom, pokoik w którym mieszkała przez 50 lat został nietknięty, prosty i skromny. Odwiedziliśmy sierociniec, w którym dzieci maja zapewnione czego potrzebują, choć niestety nie wszystkie tam trafiają. Na ulicach Kalkuty jest mnóstwo dzieci pracujących i żebrzących, choć na pierwszy rzut oka mniej niż w innych dużych miastach w Indiach. Praca Matki Teresy jest kontynuowana i widoczna w wielu miejscach.

– Hi, nice lens – zagadnął od serca, niebywale zaciekawiony tymże obiektywem, Czarek.

Chwila ciszy, człowiek spogląda na nas ze zdziwieniem, utkwiwszy wzrok na prawym ramieniu koszulki Czarka, na którym nota bene znajduje się Polskie Godło. Spogląda to na Czarka, to na Idę z coraz większym dylematem na twarzy.

– Dzięki, możemy mówić po Polsku – odpowiada nieznajomy.

…no i tak właśnie poznaliśmy Krzyśka, fotoreportera podróżującego po indyjskich slamsach. Po kurtuazyjnej wymianie zdań oraz zwierzeń z przygód i doświadczeń gastrycznych okazało się ze zarówno my jak i Krzysiek potrzebujemy odkazić nasz układ pokarmowy. Krzysiek zdawał się mieć największe potrzeby :-).

Po wymianie gustów, wspólnie doszliśmy do wniosku, że alkohol z dolnej półki dzisiaj króluje na stole. I tylko przykro nam było pana sprzedawcy, nie spodziewał się naszej trafności lokalnych trunków i nie zarobił nic więcej na turystach – 500 Rupee.

Tags:

No Comments

Leave a Comment