No to sruuu | Bangladesz to nie tylko zgiełk i syf
14964
single,single-post,postid-14964,single-format-gallery,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,show_loading_animation,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive
  • W drodze do Sylhet
  • Pola herbaciane

Bangladesz to nie tylko zgiełk i syf

No więc…żyjemy. Dhaka za dnia tętni życiem. Bangladesz? Najmilszy naród jaki spotkaliśmy jak narazie. Jakby to opisać, ludzie z Bangladeszu są równie mili jak Ci z Indii, ale w Bangladeszu na koniec nikt nie oczekuje zapłaty. To ciekawe, odwiedzamy kraj trzeciego świata, a wszyscy poznani ludzie nie pozwalali nam płacić za własny rachunek. Co gorsze za pokój w hotelu płacimy tyle ile on kosztuje. Nie dwa razy więcej, nie więcej plus wymyślony podatek bądź narzucona marża lokaja, tylko tyle ile kosztuje, ile płacą inni. Na nic zdało się zgapywanie ile płacą lokalsi, za bilet, śniadanie i arbuza. Płacimy tyle co inni bądź w ogóle jeśli jesteśmy gośćmi. Nie zrozum mnie źle, ulice są brudne, ruch uliczny trudny do wyobrażenia, milion ludzi na kilometr kwadratowy, bieda na każdym rogu. Ale ludzie? Szczerzy, życzliwi, tylko czasem trudno wytrzymać spojrzenia dziesiątek osób jak człowiek zwyczajnie czeka na autobus.

Bangladesz jest najlepszym krajem jaki odwiedziliśmy do tej pory

Niestety nadszedł czas się ruszyć, Bangladesz jest najlepszym krajem jaki odwiedziliśmy do tej pory, choć kto wie co jeszcze przed nami? Szukasz nieodkrytego turystycznie kraju, przejażdżki na dachu autobusu, bądź chcesz się zgubić w 15 milionowym mieście, jedź do Bangladeszu.

No i znowu poranny taniec, składanie moskitiery. Gdzie bilety? Skarpety wyschły? Paszporty, plecaki, telefon, śniadanie. Zawsze lepiej 4 razy się upewnić, więcej w to miejsce nie wracamy. Teraz czas na uliczne lawirowanie.

Where you from? Country? Your country? Aaa France, very nice country! No, no France, Poland!!!

Siedzimy w pociągu do Sylhet, będziemy przekraczać granice z Indiami na północy. Nie bardzo wiadomo jeszcze jak to będzie wyglądało ale przejście jest otwarte dla pieszych. W pociągu można kupić wszystko, tak jak w Ryan Air tylko 5 razy więcej, częściej i 10 razy taniej. No i znowu Bengalska uprzejmość, po odpowiedzeniu na wszystkie pytania, skąd jesteśmy, co tu robimy, jak jest w Polsce, ile mamy lat, skąd jedziemy, dokąd jedziemy, dlaczego mamy takie plecaki, czy podoba nam się Bangladesz, czy oglądamy krikiet, co nas łączy – zarabiamy kiść bananów, ufff, opłacało się, banany pierwsza klasa. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w Sreemangal, ogrody herbaciane północnego Bangladeszu. Pijemy 7 warstwową herbatę i wyjeżdzamy do Indii, sruuu.

Tags:

No Comments

Leave a Comment